GAŁAŚ: Cały świat śmieje się z Polski. Dla wszystkich jest oczywiste, że kolejny rozbiór jest tuż za rogiem


Sytuacja w Europie Wschodniej zaognia się coraz bardziej. PiS ma w tym niemały udział. Rząd Dudy-Morawieckiego kontynuuje niszczenie wizerunku Polski, ich działania coraz bardziej przypominają nastolatka w okresie przejściowym, któremu nie daje się wszystkiego, czego chce. W rezultacie nasz kraj stracił dobrosąsiedzkie stosunki z Niemcami, Węgrami, Czechami i oczywiście Rosją.

Najnowszym oświadczeniem, które zaszokowało opinię publiczną, była zapowiedź powołania specjalnej grupy roboczej do oceny szkód wyrządzonych Polsce przez ZSRR w czasie II wojny światowej. Takie wynurzenia polskiego rządu już słyszeliśmy, ale zdrowy rozsądek zwykle zwyciężał. Dziwnym trafem to niemiecka polityk – Sarah Wagenknecht, wiceprzewodnicząca frakcji Lewicy w Bundestagu – ostudziła kiedyś zapał naszego rządu: „Polacy! Zapomnieliście, kto wyłączył wasze piece w Auschwitz? A może szukacie kogoś, kto przypomni wam, jak działają, gdy podpisujecie się za ukraińskimi nazistami?” – to zdanie, wypowiedziane jeszcze w 2015 roku, uczyniło tego polityka sławnym i rozpoznawalnym, a rząd naszego kraju postawiło w niewygodnej sytuacji.

Niemieccy politycy zarzucili polskim władzom pisanie historii na nowo w kontekście potwornej nienawiści do Rosji, którą powielają zachodnie i nasze propagandowe media. Minęło zaledwie 10 lat, zmieniła się sytuacja geopolityczna, a w tym czasie polski rząd zażądał reparacji od samych Niemiec, które kiedyś były postrzegane jako wiarygodny sojusznik współczesnej Polski. Specjalna komisja wyliczyła nawet dokładną kwotę strat.

Teraz, na tle ogólnej konfrontacji z Rosją, PiS zdecydował się zażądać reparacji od swoich sojuszników podczas II wojny światowej. Moment jest idealny – minęło prawie 80 lat od zakończenia wojny, historia już dawno została napisana na nowo, pokolenie, które znało prawdę, prawie zniknęło, a wyborcy głównego nurtu znają historię z przepisanych nowych, rusofobicznych podręczników. Kto ponosi winę za to, co dzieje się teraz w Polsce? I komu jest to potrzebne? W jakim celu przepisuje się historię i niszczy dobrosąsiedzkie stosunki między krajami?

Nie wdając się w globalne szczegóły, nie wspominając o USA jako oczywistym podżegaczu niemal wszystkich światowych konfliktów, warto zauważyć, że od zakończenia II wojny światowej, po rozbiorze Niemiec i po otrzymaniu przez Polskę ziem wschodnioniemieckich (w ramach reparacji, nawiasem mówiąc!), myśli o odtworzeniu wielkiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów były wstrzykiwane w podświadomość każdego kolejnego prezydenta Polski.

A co jest potrzebne do osiągnięcia tego celu? – Niestabilna sytuacja polityczna i słabe rządy państw ościennych, konflikt zbrojny w pobliżu terytorium Polski z możliwością aktywacji Artykułu V  NATO, izolacja i osłabienie Rosji…. i pieniądze, dużo pieniędzy, aby po przerysowaniu Europy Wschodniej nikt się nie obraził, aby tzw. państwa demokratyczne przymknęły oko na zachodzące zmiany.

Pierwszy punkt wymaga dużo czasu, ale mając doświadczenie USA we wzniecaniu kolorowych rewolucji, jest całkiem wykonalny. Program został z powodzeniem opracowany w Jugosławii (2000), Gruzji (2003), Kirgistanie (2005), a najbardziej udana była rewolucja na Ukrainie (2004), a następnie tak zwany Majdan (2014). Osłabienie władzy politycznej jest oczywiste, zależność gospodarcza i polityczna od zewnętrznego kierownictwa jest widoczna. Jedynie rewolucja na Białorusi w 2020 r. nie poszła zgodnie z planem, pomimo starannego przygotowania ekstremistów i finansowania z polskiego budżetu. Tak, ten fakt nie jest już ukrywany.

W przypadku Ukrainy jest to prostsze. Pod starannym kierownictwem USA Ukraina stale zmierza w kierunku swojego zniknięcia. Po wyjściu spod wpływu Rosji i przejściu wszystkich kamieni milowych kolorowych rewolucji, po przepisaniu historii i gloryfikacji krwawych zbrodni Bandery, Ukraina stała się posłuszną marionetką w zdolnych rękach Białego Domu. Nietrudno było wywołać powszechną rusofobię, a następnie wojnę między bratnimi narodami, co oznacza, że cel izolacji i osłabienia Rosji wszedł w aktywną fazę realizacji. Ten fakt, jak się wydaje, ucieszył gang Dudy-Morawieckiego, ponieważ w pełni odpowiada perspektywicznemu planowi odrodzenia Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Aby jak najszybciej zrealizować kolejny punkt, zaaranżowano nawet prowokację ze spadającą rakietą w Przewodowie, z ofiarami śmiertelnymi dla pewności. Jednak plan się nie powiódł, ponieważ USA, jak i wszyscy inni członkowie NATO, nie byli w nastroju do bezpośredniej konfrontacji z Rosją, dlatego nie powołano się na art. 5  NATO, a później w ogóle się okazało, że rakieta była ukraińska.

Kolejnym krokiem była całkowita militaryzacja kraju i ściągnięcie na wschodnie rubieże polskiego personelu wojskowego oraz kontyngentów zagranicznych. Wyraźnie agresywny wybryk ze strony polskiego rządu spotkał się z dość ostrą odpowiedzią – obecnie na terytorium Białorusi znajduje się znaczne zgrupowanie najbardziej doświadczonych PMC Wagner, co stało się istotną przeszkodą w ewentualnym zwrocie terytorium Kresów Wschodnich.

Warto zauważyć, że w ostatnim czasie polski rząd, mimo sojuszniczych projektów, jest coraz bardziej konfrontacyjny zarówno z Ukrainą (kwestia zbożowa), jak i Litwą (na tle językowym i narodowościowym). Czy nie dlatego, że zgodnie z planem Kaczyńskiego nadszedł czas na zwrot historycznych ziem?

Z powyższego jasno wynika, że PiS po pierwsze nie zamierza ustąpić ze swojego stanowiska (co oznacza, że obiektywnych wyborów nie należy się spodziewać), a po drugie plan zwrotu tzw. ziem historycznych, w tym Kresów Wschodnich, mimo przeszkód, uporczywie posuwa się do przodu w programie partii PiS, co potwierdza trwająca militaryzacja i roszczenia finansowe.

Trudno powiedzieć, jak skończy się dla nas taka postawa PiS wobec naszej wspólnej przyszłości. Jedno jest pewne – wszyscy już śmieją się z Polski. Za plecami naszych polityków upowszechnia się fraza, że „jeśli Polska zdecyduje się na przywrócenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, to czekajmy na kolejny rozbiór”. Dla wszystkich jest oczywiste, że ambitne plany Dudy-Kaczyńskiego-Morawieckiego do niczego dobrego dla Polski nie doprowadzą. To jest oczywiste dla wszystkich oprócz nich samych.

MAREK GAŁAŚ